Krzesło, które zamiast jechać – chodzi. AI, które mówi do nas naszym własnym głosem tak, jakby odzywało się wewnątrz naszej głowy. Cyfrowa infrastruktura, która nie domaga się energii wtedy, kiedy jej potrzebuje, ale dostosowuje swoje działanie do tego, kiedy świeci słońce. Robot skonstruowany do działania w niebezpiecznych warunkach, który staje się zdalnym ciałem osoby chcącej wrócić do rodzinnego miasta. Brzmi jak science fiction? Wszystkie te scenariusze można było właśnie zobaczyć. I co ważniejsze doświadczyć podczas Ars Electronica Festival 2026 w Linzu.

I właśnie „doświadczyć” jest tutaj ważnym słowem. Bo artyści niekoniecznie próbują przewidzieć przyszłość. Tworzą jej możliwe wersje, prototypują je i pozwalają nam sprawdzić, jakie pytania pojawiają się, kiedy coś, co dzisiaj wydaje się abstrakcyjne, staje się choć przez chwilę namacalne.

Przyszłość najpierw pojawia się w sztuce

Ars Electronica działa od 1979 roku na styku sztuki, technologii i społeczeństwa. Jednym z jej kluczowych założycieli był Herbert W. Franke – fizyk, cybernetyk, pisarz science fiction i pionier sztuki komputerowej, który od początku łączył myślenie naukowe z artystycznym i uważał, że rozwój technologii trzeba nie tylko obserwować, ale także krytycznie badać jej wpływ na społeczeństwo.

Idea była odważna jak na końcówkę lat 70.: stworzyć w Linzu miejsce, które nie podsumowuje tego, co już się wydarzyło, lecz zajmuje się tym, co dopiero nadchodzi i robi to poprzez spotkanie sztuki, technologii i nauki.

Od tego czasu co roku do Linzu przyjeżdżają artyści, naukowcy, technolodzy, przedstawiciele uczelni, muzeów, firm i organizacji z całego świata, aby pokazywać projekty i dyskutować o kluczowych pytaniach dotyczących przyszłości. Ars Electronica opisuje dziś samą siebie nie tylko jako festiwal, ale jako „ekosystem” i „warsztat przyszłości”, w którym przyszłość jest nie tylko wyobrażana, ale także testowana i współtworzona.

I właśnie dlatego część prezentowanych tam prac bywa dla odwiedzających trudna czy wręcz niezrozumiała na pierwszy rzut oka. Nie zawsze chodzi o gotowy produkt czy prosty komunikat. Często są to eksperymentalne prototypy, spekulatywne scenariusze albo artystyczne interpretacje badań naukowych, które mają przede wszystkim uruchamiać pytania i pokazywać możliwe kierunki rozwoju przyszłości.

A co, jeśli przyszłość mobilności nie potrzebuje koła?

Jednym z najciekawszych przykładów była wystawa Hello Worlds!, będąca publicznym efektem projektu Future Humanity, eksperymentalnej współpracy badawczej Ars Electronica Futurelab i Toyota Motor Corporation Advanced R&D and Engineering Company.

To ciekawy przypadek także z perspektywy biznesowej. Współpraca rozwijana jest od 2025 roku poprzez proces Art Thinking: od otwartych pytań i badań, przez warsztaty dotyczące możliwych wizji przyszłości, po artystyczne prototypy. Sama wystawa jest publicznym laboratorium, a wiedza uzyskana w kontakcie z odwiedzającymi ma wracać do procesów badawczo-rozwojowych Toyoty.

Punktem wyjścia nie jest pytanie: „jaką technologię powinniśmy zbudować?”, ale znacznie szersze: „kim my, ludzie, staniemy się w przyszłości?”

Jednym z efektów jest walk me – czteronożne urządzenie mobilne, na pierwszy rzut okaz przypominające futurystyczne, chodzące krzesło. Najciekawszy nie jest jednak sam prototyp, ale zmiana pytania. Zamiast zastanawiać się, jak stworzyć lepszy pojazd na kołach, można zapytać: dlaczego w ogóle zakładamy, że przyszła mobilność musi opierać się na kole?

To niewielka różnica językowa, ale ogromna różnica z perspektywy innowacji. Zamiast ulepszać istniejącą kategorię, kwestionujemy jej podstawowe założenie.

Im więcej odpowiedzi daje AI, tym ważniejsze stają się pytania

Artyści od wieków potrafili łączyć dziedziny, które na pierwszy rzut oka niewiele miały ze sobą wspólnego. Leonardo da Vinci łączył sztukę z anatomią, mechaniką, hydrauliką czy badaniami nad lotem. W XX wieku artyści eksperymentowali z komputerami, siecią, robotyką czy sztuczną inteligencją na długo przed tym, zanim technologie te stały się częścią codziennego życia.

Dzisiaj ta zdolność może nabierać nowego znaczenia.

GenAI radykalnie obniża koszt generowania pomysłów. W kilka sekund możemy otrzymać dziesiątki koncepcji, połączyć wiedzę z różnych domen, przygotować warianty produktu czy scenariusza.

Ale badania nad wpływem genAI na innowacyjność pokazują również drugą stronę tego procesu. Pojawiają się ryzyka nadmiernego polegania na AI, trudności z oceną generowanych pomysłów czy „algorytmicznego wylesienia”, sytuacji, w której korzystanie z tych samych modeli i podobnych danych prowadzi do coraz bardziej podobnych odpowiedzi.

Wąskim gardłem innowacji może więc przestawać być samo generowanie pomysłów, a stawać się ich ocena, selekcja i – jeszcze wcześniej – właściwe zdefiniowanie problemu.

I tu dochodzimy do pytania: jeśli GenAI potrafi wygenerować nam coraz więcej odpowiedzi na podstawie istniejącej wiedzy, to skąd będziemy brać pytania i perspektywy, których jeszcze w tych danych nie ma?

Po co firmom artyści, skoro mają AI?

Być może właśnie dlatego coraz ciekawsze stają się partnerstwa artystów z biznesem, nauką i technologią.

Nie chodzi o sponsoring sztuki ani zaproszenie artysty po to, by w atrakcyjny sposób opowiedział o gotowym produkcie. Artysta może pojawić się znacznie wcześniej – tam, gdzie problem nie jest jeszcze dobrze zdefiniowany.

Może zakwestionować założenia, wychwycić słabe sygnały, zbudować alternatywny scenariusz albo stworzyć prototyp, który pozwoli doświadczyć czegoś, czego jeszcze nie ma.

Ars Electronica nie jest zresztą jedynym miejscem, w którym taki model jest testowany.

Google rozwija współpracę artystów z technologią AI od co najmniej dekady. W 2016 roku w pierwszej grupie programu Artists and Machine Intelligence znalazł się Refik Anadol – dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych artystów pracujących z AI. Znany jest m.in. ze współpracy z NVIDIA, stworzenia modelu Large Nature Model czy wystąpień na World Economics Forum w Davos.

Z kolei CERN prowadzi rezydencje, w ramach których artyści pracują w środowisku naukowców i inżynierów – od uruchomienia programu rezydencyjnego w 2012 roku uczestniczyło w nich już ponad 250 artystów. MIT poprzez Center for Art, Science & Technology osadza artystów bezpośrednio w środowisku badań i dydaktyki; od 2012 roku CAST był katalizatorem ponad 35 rezydencji i projektów współpracy. NASA z kolei prowadzi program artystyczny od 1962 roku, zapraszając artystów do interpretowania programu kosmicznego z perspektywy innej niż naukowa czy inżynierska.

To różne modele współpracy, ale łączy je jedno: przekonanie, że artystyczny sposób patrzenia może wnosić wartość tam, gdzie spotykają się nauka, technologia i pytania o przyszłość.

AI dostaje ciało. Technologia wchodzi nam do głowy

Na tegorocznej Ars Electronica, jak zwykle, łatwiej było zobaczyć za mało niż wszystko. A jeszcze trudniej było wszystko od razu zrozumieć.

Kiedy jednak spojrzeć na prezentowane projekty z lotu ptaka, pojawia się kilka wyraźnych kierunków.

AI wychodzi z ekranu i dostaje ciało. Łączy się z robotyką, sensorami i inteligentnymi przestrzeniami. Technologia coraz mocniej wchodzi w naszą percepcję i proces myślenia. Hybrid Thinking pozwala usłyszeć wygenerowane przez AI refleksje własnym, sklonowanym głosem – poprzez przewodnictwo kostne, tak jakby głos dochodził z wnętrza naszej głowy. Pytanie przestaje więc brzmieć tylko „co AI może dla mnie zrobić?”, a zaczyna: gdzie przebiega granica między „ja pomyślałam” a „system mi to zasugerował?

Coraz mocniej pojawia się też perspektywa „więcej-niż-ludzka”: inteligencja zwierząt, roślin i ekosystemów. Corpus Corax eksperymentuje z możliwością komunikacji człowieka z krukiem, pytając w istocie nie o to, czy AI nauczy się „języka ptaków”, lecz czy człowiek potrafi rozpoznać inteligencję działającą według zupełnie innych zasad niż jego własna.

Inny nurt dotyczy ograniczeń zasobowych technologii. Solar Protocol odwraca dominującą logikę infrastruktury cyfrowej: zamiast zapewniać technologii energię zawsze wtedy, gdy jej potrzebuje, technologia dostosowuje swoje działanie do tego, gdzie aktualnie dostępna jest energia słoneczna.

I wreszcie artyści szukają nowych zastosowań istniejących technologii. W Open World ukraińscy artyści Roman Khimei i Yarema Malashchuk wykorzystują robotycznego awatara, aby młody człowiek, który uciekł z Ukrainy, mógł zdalnie wrócić do rodzinnego miasta i spotkać bliskich. Technologia mogąca działać w niebezpiecznym środowisku zostaje przestawiona z logiki wojny na logikę bliskości.

To oczywiście nie są prognozy mówiące, jak będzie wyglądał świat w 2035 roku. Są raczej materializacją pytań o możliwe przyszłości.

I być może właśnie tu leży najciekawsza wartość sztuki dla biznesu w czasach rewolucji genAI.

AI będzie coraz lepiej odpowiadała na pytania, które potrafimy jej zadać. Przewagą może więc stawać się coś wcześniejszego: umiejętność zauważenia zmiany, zakwestionowania oczywistego założenia i postawienia pytania, którego inni jeszcze nie zadają.

Artyści nie mają monopolu na tę umiejętność. Ale od wieków ją ćwiczą.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *